W okresie, gdy jak najmniej powinno wychodzić się z domu, a co za tym idzie, jak najrzadziej robić zakupy, należy maksymalnie wykorzystać wszystkie produkty zalegające w domu. Oczywiście w ogóle nie powinno marnować się jedzenia, ale wydaje mi się, że na co dzień, gdy wszystko jest dostępne na wyciągnięcie ręki, często o tym zapominamy. Wyrzucamy część produktów, która może być wykorzystana do przygotowania innych potraw. W takim okresie jak obecnie, gdy chcemy unikać chodzenia po sklepach, możemy maksymalnie wykorzystać naszą spiżarnie. Okazuje się także, że człowiek w kuchni staje się niezwykle kreatywny ;)
Wcześniej w tym tygodniu przygotowałam smażonego brokuła z pieczarkami (pyszny!), ale została mi łodyga od brokuła, której nie wykorzystałam do tego dania. Nie wyrzuciłam jej jednak, bo postanowiłam wykorzystać ją w innym daniu. Następnego dnia na śniadanie miałam jajko zapiekane na szparagach i ponownie zostały mi końcówki szparagów. Dorzuciłam je do łodygi brokuła, aby czekały na swoją kolej.
Dziś nastąpił ten dzień, w którym postanowiłam wykorzystać te resztki, a najprostszą i najszybszą opcją wydało mi się przygotowanie zupy. W taki oto sposób powstała zupa w stylu zero waste, czy jakby nazwały ją nasze mamy jakieś 30 lat temu - zupa z resztek, zupa warzywna, czy po prostu czyszczenie lodówki. Głównym składnikiem zupy była łodyga brokuła, ale do jej przygotowania wykorzystałam także inne warzywa - cebulę, pora, marchewkę, kawałek pietruszki oraz wspomniane już wcześniej końcówki szparagów. Ugotowaną zupę zmiksowałam i podałam ją z domowymi grzankami przygotowanymi z nie-najświeższego już pieczywa i oprószoną płatkami chilli. Zupa okazała się pyszna, a domowe grzanki sprawiły, że przypomniały mi się zupy z dzieciństwa.